Relacja rodzic-dziecko wydaje się być dla mnie na razie, studnią bez dna. Tematem ‚morze’, pracą u podstaw, jeśli nie syzyfową pracą. Bunt dwulatka to był pikuś, w porównaniu z tym co jest teraz i pewnie będzie dalej. Terminator 3, wojna robotów? „NIE I NIE” (jak mawia Tupcio Chrupcio), to na razie u nas, mówiące wszystko, hasło przewodnie, które zdominowało znaczną część odpowiedzi syna, na moje prośby i polecenia. Ale do przodu. Relacja ta, którą buduję i której uczę się dopiero od niedawna jest zmienna i kapryśna. Pudło nie nudno. Jak w kalejdoskopie. Relacja ta, ma za sobą wiele wzlotów i upadków, a przed sobą ocean możliwości. „Ty, przed Tobą świat za Tobą ja”. Na szczęście, dotychczas, ilość wzlotów przeważa nad upadkami. Metody wychowawcze, do niedawna skuteczne i proste, nagle zawodzą, idą na dno po prostu, a autorytet rodzica szefa zaczyna machać białą chorągiewką. Moja wymarzona wizja tej relacji, czyli nagrody i pochwały w połączeniu z niezbyt ulubionym punktem, czyli krytyką, najlepiej w formie kanapki (najpierw miłe słowo, potem krytyka, a na koniec znowu miłe słowo), również szwankuje. Dopiero teraz widzę co znaczy mamą być i że to nie przelewki, a ciężka praca na etat. I kiedy przychodzi „NIE I NIE”, ten moment kumulacji emocji w głowie trzylatka i kumulacji moich emocji w odpowiedzi na te trzylatkowe, na horyzoncie pojawia się tata Filip. Pojawia się i przyciskiem play podaje nam pewną magiczną piosenkę z odcinka o landrynkach, z bajki o Misiu Uszatku (klik), która odmienia los tych emocji i powoduje że dalej, spokojnie płyniemy na jednym pokładzie.

 

obraz-4719

 

obraz-4736

 

obraz-4817

 

obraz-4775

 

obraz-4784

 

obraz-4799

 

obraz-4837

 

obraz-4842

 

obraz-4860

 

obraz-4850

 

obraz-4867

 

obraz-4858

 

obraz-4880

 

obraz-4874

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *