Długie, letnie, słoneczne dni, to świetny moment na hartowanie naszych pociech.  Krótka kąpiel lub moczenie stópek w rześkiej wodzie potoku czy morza lub bieganie po porannej rosie to idealny, naturalny bodziec mobilizujący odporność. Spacer po ciepłym piasku na plaży, a potem zabawa w zimnym morzu powoduje odruchowy skurcz naczyń krwionośnych w skórze i zmniejszenie przepływu krwi w naczyniach a tym samym zmniejszenie napływu komórek odpornościowych do tych miejsc. Skóra, błony śluzowe i nabłonek dróg oddechowych czyli pierwsza linia obrony, muszą wtedy bronić się same, bez komórek odpornościowych. A to dla nich duże wyzwanie, ale zarazem świetny trening. A jak wiemy trening czyni mistrza. W okresie jesienno – zimowym będą już mistrzami.  Jestem gorącym zwolennikiem naturalnych metod wzmacniania odporności i gorącym przeciwnikiem nadmiaru wrażeń w postaci suplementowych ‚wzmacniających’ syropków. Owszem, mam swoich ‚wzmacniających’ ulubieńców, ale są oni zawsze dodatkiem do zdrowego, aktywnego trybu życia mojego synka, którego hartuję od pierwszych tygodni jego życia.  Układ odpornościowy, to bardzo delikatna struktura, której nie można stymulować nadmiernie suplementami, to układ, który podobnie jak pokarmowy, nerwowy i każdy inny potrzebuje jednego i najważniejszego. Spokoju i czasu aby dojrzeć i ukształtować się.  Cała tajemnica polega na tym, żeby dziecko co robiło? UWAGA! Ćwiczyło czyli hartowało się i chorowało. Tak. Chorowało, ale w możliwie najłagodniejszy sposób, to znaczy taki, aby umiało wytworzyć przeciwciała szybko, celnie i skutecznie. Tylko chorując mały organizm uczy się wytwarzać przeciwciała przeciw intruzom, a uwierzcie, wytworzyć przeciwciała szybko i skutecznie potrafi tylko dorosły, dojrzały organizm, choć jak się okazuje może też mały zahartowany kilkulatek. My musimy go tylko wspierać, dostarczać dużą dawkę aktywności fizycznej a po niej zdrową dla jelit dietę i dużą porcję snu, chłodnego świeżego powietrza hartującego śluzówki (np. podczas spacerów niezależnie od pogody) i mobilizujących odporność bodźców takich jak zmiana klimatu czy dreptanie na bosaka. Pamiętajcie że ta sama infekcja, wywołana tym samym wirusem, u jednego dziecka kończy się tylko katarem, a u innego zapaleniem ucha czy oskrzeli. Pamiętajcie też że „Drzewo nie smagane wiatrem, rzadko kiedy wyrasta na silne i zdrowe” (Seneka).

 

Obraz 4866

 

Obraz 4780

 

Obraz 4823

 

Obraz 4786

 

Obraz 4832

 

Obraz 4799

 

Obraz 4802

 

Obraz 4719

 

Obraz 4652

 

Obraz 4758

 

Obraz 4620

 

Obraz 4756

 

Obraz 4624

 

Obraz 4612

 

Obraz 4567

 

Obraz 4561

 

Obraz 4534

 

Obraz 4527

 

Obraz 4505

 

Obraz 4470

 

Obraz 4574

 

Obraz 4664

 

Obraz 4674

 

Obraz 4691

 

Obraz 4706

 

Obraz 4708

 

Obraz 4732

 

Obraz 4847

 

Obraz 4916

 

Obraz 4990

 

Obraz 4922

 

Obraz 4949

 

Obraz 4919

 

Obraz 5094

 

Obraz 5045

 

Obraz 5096

 

Obraz 5099

 

Obraz 5003

 

Obraz 5171

 

Obraz 5154

 

Obraz 5148

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *