Piknik to najmilej jaki znam, spędzany rodzinnie czas. Zwłaszcza początkiem wiosny, spragnieni słońca i rześkiego powietrza wyruszamy, zabierając wypełniony po brzegi koszyk jedzeniowy, z którego to największym powodzeniem cieszyli się: czekoladowy wielkanocny zając wielkouchy bardzo szybko pozbawiony pysznych czekoladowych uszu oraz głowy, a także jajo gigant niespodziana podrzucane co chwila przez synka z radością w przestrzeń prawie kosmiczną. Niestety samochodowy bagażnik po brzegi wypełniony został również. Przecież trzeba zadebiutować na rowerze biegowym, zapożyczonym od starszego kuzynostwa, ale z ukochanym motorkiem od babci Klysi jakże ciężko się rozstawać, więc również pojedzie, no a wózek w razie konieczności i nagłej chęci drzemki, też warto mieć. Konieczności i chęci drzemki nie było, w zamian spora ilość energii w czystej postaci, zamieniana co chwila na pracę mięśni szkieletowych przy biegach i skokach. Kęsy piknikowego prowiantu, to już tylko w biegu. Park Sośnina w Tarnowie-Mościcach.

 

 

Obraz 2639

 

Obraz 2630

 

Obraz 2586

Obraz 2650

 

Obraz 3213

 

Obraz 3324

 

Obraz 2859

 

Obraz 2714

 

Obraz 2789

 

Obraz 2794

 

Obraz 2818

 

Obraz 2914

 

Obraz 2953

 

 

Obraz 2799

 

Obraz 3220

 

Obraz 3083

 

Obraz 3141

 

Obraz 3188

 

Obraz 3211

 

Obraz 3099

 

Obraz 3267

 

Obraz 3309

 

Obraz 3236

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *